Cichlidae.pl - podyskutujmy o pielęgnicach

Pełna wersja: Tropheus - metody pozyskiwania przychówku.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3
Witam,
Chciałem pociągnąć bardzo ciekawie zapowiadający się wątek Leszka - "Tropheus cf. duboisi", ale kilka nieodpowiedzialnych wpisów najzwyczajniej popsuło go. Jeżeli moderatorzy uznają za stosowne połączenie obu tematów, proszę tak uczynić.
A teraz do meritum. Jestem ciekaw sposobów i metod, jakimi w domowych warunkach pozyskujecie przychówek Tropheus.
Trzymam swoje stado duboisi - 30 dorosłych sztuk - w zbiorniku o wymiarach 250x50x40(h)cm (500l). Nie robię żadnej selekcji typu "tylko trzy samce". Myślę więc, że parytet samce/samice rozkłada się po równo.
Na dnie akwarium jest piach wiślany o frakcji 1-4 mm. Są też pojedyncze płaskie kamienie wapienne i duże skupiska mniejszych skałek wapiennych. Pierwsze, z myślą o zeskrobywaniu przez ryby osadów organicznych z drobinami wapienia, drugie - tworzą niezliczoną ilość szczelin ochronnych dla narybku.
Z myślą o inkubujących samicach gębaczy (mam też kilka gatunków pyszczaków z Malawi) założyłem m.in. 10 zbiorników o wymiarach 50x30x30cm (45l).
Sposoby i metody pozyskiwania przychówku narybku Tropheus konsultowałem z kilkoma szanowanymi przeze mnie hodowcami pielęgnic z tego rodzaju. Z przyczyn grzecznościowych, nie wypada mi przytaczać ich opinii i doświadczeń.
Mój dylemat dotyczył tego, czy izolować inkubujące samice, czy też ich nie odławiać. Pierwsze moje doświadczenia były takie, że młode stado (część ryb miała jeszcze ubarwienie młodzieńcze) po około miesiącu pobytu u mnie intensywnie (tak to widzę) zaczęło się rozmnażać. Nie odróżniam samic, ale stale od 3 do 7 samic inkubuje ikrę/larwy. Pierwsze maluchy, to było 7 sztuk, z czego jeden nieżywy (w pełni rozwinięty). Na drugi dzień kolejne 3 sztuki były martwe. Dopiero wówczas wrzuciłem do akwarium wyżej opisane skały wapienne i teraz maluchów sukcesywnie przybywa oraz nie odnotowuję wśród nich strat. Czują się one pewnie, ponieważ po krótkim czasie przepływają spokojnie przez niezabudowaną przestrzeń dna.
Wśród hodowców są zdeklarowani przeciwnicy odławiania inkubujących samic i są zwolennicy przenoszenia ich do osobnych akwariów. Jedni i drudzy mają dużo argumentów "za" i "przeciw". Świadomie nie będę ich przekazywał w pierwszym poście, aby "odgórnie" nie zubożać dalszej dyskusji. Ale, żeby nie być posądzonym o pójście na łatwiznę dodam, że - w dużym uproszczeniu - sklasyfikowałem argumenty w dwóch grupach, tzw. "hodowlanej" i "biznesowej". Może jednak jest jakiś "złoty środek" prowadzący do tego, że stado, w tym samice, nie narażane są na jakikolwiek stres, a jednocześnie pozyskujemy liczny i szybko rosnący narybek?
Z mojego doświadczenia w tym temacie mogę powiedzieć, że "złote środki" nie istnieją. Piszę z punktu widzenia hodowcy i nigdy nie stosowałem ani nie aprobowałem metod odławiania inkubujących samic jak również siłowego odbierania im narybku. Uważam, że takie praktyki narażają samice jak i całe stado na większy stres niż pozostawienie inkubacji i opieki nad młodymi samicom. Jak wiadomo trofcie to ryby stadne o ustalonej hierarchii i odłowienie kilku samic powoduje jej zaburzenie często prowadzące do walk i utarczek w celu ustalenia nowych relacji w stadzie. Taka sytuacja może stanowić duże zagrożenie dla powracających do stada samic po okresie izolacji. W ten sposób zafundujemy rybom stres zarówno przy odłowieniu samic jak i ich powrocie do stada. Czytałem, że zdarzały się sytuacje kiedy samice powracające do stada zostały przez nie odrzucone i atakowane co może doprowadzić do ich śmierci.
Pozostawienie inkubujących samic w stadzie nie zaburza jego hierarchii, a samice mimo początkowych problemów z czasem uczą się opieki nad maluszkami. Zapewnienie młodziutkim trofciom kryjówek spowoduje, że samice nauczą się wypuszczać maluchy w ich pobliżu aby zapewnić im bezpieczeństwo. Największą zaletą pozostawiania inkubujących samic i maluchów w akwarium i nie odławianie ich poza bardzo ciekawymi obserwacjami jest fakt, że po pewnym czasie stado przyzwyczaja się do widoku maluchów i zupełnie nie zwraca na nie uwagi. Dla mnie te argumenty są ważniejsze niż patrząc "biznesowym beznamiętnym okiem" szybszy przyrost i wybarwianie się młodych w oddzielnym zbiorniku. Temat jest jednak bardzo złożony tak jak relacje trofci w stadzie. Pewnie jeszcze ktoś doda, że u narybku zabieranego matkom (szczególnie chodzi o samiczki) mogą występować problemy w przyszłości z inkubacją i donoszeniem młodych. Moje doświadczenia są skromne więc proszę bardziej doświadczone koleżanki i kolegów o ich potwierdzenie bądź weryfikację.
Darku

Moje zdanie znasz, bo rozmawialiśmy telefonicznie. Popieram Krzyśka.

Masz zbyt małe akwaria na odławianie samic. 45 litrów nie jest dla matki i młodych.

Marta
Tytuł wątku dający do myślenia, a szczególnie słowa "metody pozyskania narybku";).
Ja odpowiem tak, moim zdaniem najlepsze "metody pozyskania narybku" są to metody naturalne. W przypadku pyszczaków wiadomo o co chodzi, o inkubację rodzica lub rodziców ikry, larw i później narybku. Przez metodę naturalną rozumiem czas inkubacji zakończony wypuszczeniem narybku z pyszczka rodzica bez ingerencji hodowcy w to wypuszczenie. Inną kwestią jest czy samica zrobi to w akwarium ogólnym czy też spowodujemy żeby samica wypuści narybek w oddzielnym akwarium. Z mojego punku widzenia jako hodowcy-amatora, nie zajmującego się hodowlą ryb w celach komercyjnych preferuję sposób wypuszczania narybku w akwarium ogólnym. Ale jest małe, "ale".........., a mianowicie, jeżeli któryś z hodowców chce się ze mną wymienić na jakiś gatunek ryb to nie ma możliwości w miarę krótkim czasie uzbierania żądanej ilości narybku i dlatego dla takich potrzeb odławiam samicę do oddzielnego akwarium. Czy takie odławianie ma wpływ na samopoczucie samicy podczas odławiania i później podczas ponownego wpuszczania? Na pewno tak, ponieważ według mnie jest to duży stres dla inkubującej samicy która czuje zagrożenie kiedy ją wyłapujemy siatką z akwarium. Wydaje mi się że z ponownym wpuszczeniem nie ma już takiego problemu. Uważam że przy silnych rybach, odpowiednim doborze stada i wielkości akwarium wpuszczana samica nie ma problemu z powróceniem do stada. Stado nawet nie zauważy że samicy nie było w grupie. Według mnie to "roszady" wśród samców są bardziej zauważane dla innych ryb w akwarium ze względu na ich terytorializm. Fakt, przy małych stadach trofeusów, co ostatnio niestety jest "modne", takie odłowienie samicy może być zauważone, a szczególnie jak to dotyczy mniejszych zbiorników.
Według mnie chcąc uzyskać większą liczbę narybku, a jak się domyślam o to Ci chodzi Darku z wiadomych względów, wydaje mi się że odławianie samic będzie najbardziej efektywnym sposobem. Należy pamiętać że w jednym takim akwarium może być tylko jedna samica inkubująca. Zostawienie inkubującej samicy w akwarium ogólnym według moich obserwacji będzie przynosić dużo mniej narybku. Powodem jest to że niestety dorosłe osobniki potrafią gonić i "atakować" małe rybki które poruszają się dość chaotycznie i nerwowo w pierwszych chwilach po wypuszczeniu. Rybka jest atakowana, zgniatana lub przyduszona i następnie wypuszczona, ale niestety jest już martwa. Trofeusy nie zjadą swojego narybku, przynajmniej ja tego nie obserwowałem. Samica trofeusa wypuszczająca narybek w akwarium ogólnym stara się czasami bronić przez chwilę narybek i stara się go wypuszczać w miarę bezpiecznym miejscu, ale nie trwa to zbyt długo. Samice innych gatunków przez swój zadziorny charakter są bardziej agresywne w stosunku do innych ryb broniąc swojego narybku przez co narybek jest dłużej inkubowany w akwarium ogólnym i szybciej oswaja się z nowym otoczeniem co zresztą ostatnio obserwuję u Simochromis diagramma.
Ilość narybku w akwarium ogólnym można również zwiększyć poprzez umieszczenie w akwarium różnego rodzaju siatek, koszyków, rurek lub cegieł dziurawek, które to elementy będą stanowić miejsce schronienia na małych ryb. Na pewno ilość narybku będziemy mogli pozyskać kiedy w stadzie trofeusów będziemy mieli dużą przewagę dojrzałych samic, ale ja akurat nie preferuje takich rozwiązań.

Akwarium ok. 50 litrów na jedną samicę inkubującą trofeusa mogłoby się i sprawdzić, ale tylko na czas wypuszczenia. Wiadomo, im większe tym lepiej. Nie ma mowy o hodowli narybku w takim akwarium, nawet na początkowym etapie.
Ważne jest kiedy taka samica jest odławiana. Im później po tarle tym lepiej dla narybku i samej samicy np. przy powrocie do zbiornika ogólnego.

Tak przy okazji tego tematu należy pamiętać że są pyszczaki które nie zajmują się opieką narybku po wypuszczeniu. Wtedy według mnie szanse na utrzymanie i dochowanie się narybku w akwarium ogólnym są prawie niemożliwe. Zostaje jedynie odławianie inkubujących samic.
Cieszy mnie, że w tak krótkim czasie są już pierwsze wartościowe wpisy. Liczę na więcej, gdyż ten wątek powinien nieść konkretne walory edukacyjne.
Wiem, że nie ma "złotego środka", ale są akwaryści, którzy z różnym skutkiem poszukują takowego i jestem ciekaw także ich zdania (nawet porażek, byleby pisali szczerze). Sporo hodowców przenosi samice z narybkiem, generalnie nie ponosząc strat na przestrzeni lat. Jedni przenoszą je do malutkich akwariów, inni do większych (za punkt odniesienia wziąłem moje 45l; przy okazji podkreślę - ażeby wyjść poza schemat, że dysponuję także znacznie większymi litrażami, oczywiście z możliwościami wiernego odwzorowania wszelkich parametrów zbiornika macierzystego, łącznie z opcją kontaktu wzrokowego pomiędzy rybami).
Skoro Marta już zabrała głos, to mogę doprecyzować, że mam model hodowli zasugerowany właśnie przez Nią, tj. oparty na dwóch podstawowych filarach - zabudowie zbiornika i jak najmniejszej ingerencji z mojej strony. W zbiorniku pływa jeszcze 10 młodych Bemba (nabyłem stado składające się z 30 duboisi, 10 Bemba i 4 Ilanga), z których 2 samice inkubują ikrę. Nie wiem jeszcze, kiedy oddzielę gatunki (za radą Marty), bo całość - póki co - chodzi jak szwajcarski zegarek. Ale zrobię to z pewnością, gdyż do dorosłych duboisi dołączyłem 15 szt. narybku, więc docelowo stado będzie zbyt liczne jak na litraż. Model karmienia odwzorowałem na programie karmienia Marty (http://forum.tropheus.com.pl/index.php?a...pic=2647), przy czym, wszystkie suche karmy rozdrabniam pod kątem potrzeb żywieniowych narybku (nawet granulat Hikari - raz, że jest łatwiej trawiony, dwa - wówczas tonie). Dodatkowo, usypane "piramidy" kamieni "pod maluchy" usytuowane są w dwóch miejscach, tam gdzie nurt wody w pierwszej kolejności przenosi najlżejszy pokarm i w miejscu tuż przed filtrami (tak, aby narybek mógł żerować na gąbkach). Całość pokażę na filmie (muszę go jeszcze opisać). Małe rybki w ogóle nie obawiają się dużych, a dorosłym są one obojętne. Jedyne co mnie zastanawia to fakt, że tych maluchów - pomimo, że ich stale przybywa (są już zróżnicowanej wielkości, co świadczy, że pochodzą od kilku samic) - nie jest tyle, ile mogłoby wynikać z ilości tareł/inkubacji. Zawsze pisze się o samicach zatracających instynkt opieki nad ikrą, larwami i narybkiem. Pytanie odwrócę. Czy samice, które nie trzymają ikry mogą nauczyć się naturalnego zachowania po tarle, chociażby na podstawie obserwacji samic właściwie dbających o potomstwo? Nie wiem, ile takowych mogę mieć - może żadnej, a w trale po prostu jest znikoma ilość ikry. Ale wątpię w to, mając na uwadze pierwszy rzut (ewidentnie z jednego pyska) w ilości 7 sztuk.
Leszku, czy możesz rozwinąć tę myśl: "Na pewno ilość narybku będziemy mogli pozyskać kiedy w stadzie trofeusów będziemy mieli dużą przewagę dojrzałych samic, ale ja akurat nie preferuje takich rozwiązań" (cyt.).
Temat wątku nie jest przypadkowy. Musi trochę prowokować i chcę, żeby był do znalezienia nawet po latach - dla potomnychWink.
W dyskusji przewinęły się informacje o akwarium dla narybku....kilka słów o tym.
Eksperymentalnie kiedyś umieściłem 7 malutkich ikoli F1 w akwarium 50- litrowym (innego nie miałem) i był to kiepski pomysł, do tej pory nigdy nie odławiałem młodych z ogólniaka a że samica wypuściła mi młode w wiadrze postanowiłem spróbować. Młode szybko (tydzień) zaczęły przepychać się i dość mocno skubać, najsłabsze nie miały gdzie się podziać (a nie było ich wcale dużo). Dołożyłem więc skałek by powstało więcej szczelin wówczas stały się na tyle płochliwe że zniknęły w ogóle z pola widzenia, przemykały tylko gdzieś w czasie karmienia. Walczyły nadal o lepszą kryjówkę może już mniej energicznie ale walczyły do tego się obgryzały. Nie wspomnę już o podchowaniu takich ryb bo to mija się z celem. O 50-litrowym zbiorniku jako kotniku należy więc definitywnie zapomnieć. Poza tym jednym razem jestem zwolennikiem niestresowania ryb i pozostawiania ich w ogólnym akwarium, a jeśli wystrój jest odpowiedni przezywa ich sporo. Jedyny mankament to odłowienie młodych w pewnym momencie, bez demolki akwarium się nie obejdzie ale coś za coś.
pozdrawiał w-2
Post "okołotematyczny" co prawda, ale Leszek wspomniał o odławianiu inkubującej samicy za pomocą siatki. Czy, jeżeli już musimy to zrobić, nie ma mniej stresującego sposobu? W przynajmniej dwóch artykułach autorstwa Lee Newmana o ziemiojadach z rodzaju Satanoperca gdy pisał on o odławianiu samicy z wypchaną mordką zawsze wspomina o: obniżeniu poziomu wody w akwarium, i delikatnym (!) nagonieniu samicy do plastikowego pojemnika. Wydaje mi się to zdecydowanie mniej "fizyczna" metoda, która niweluje skutki jakie musi powodować stres związany z wyławianiem ryby przy użyciu siatki. Nie wiem jednak, jak taka operacja wpłynęłaby na stado. Wydaje mi się jednak, że spowodowałaby mniej ambarasu niż niejedna, chaotyczna latanina z kasarkiem.
Darku jeżeli chciałbyś rozdzielać Bembę i Ilangę to raczej w pierwszej kolejności należy skompletować te obsady. Moim zdaniem im wcześniej tym lepiej i dobrze żebyś to zrobił na większej ogólnej obsadzie. Staraj się dobierać ryby podobne wiekiem.
Granulaty moczysz czy wsypujesz po roztarciu suche? Rozdrabnianie pokarmów może nieco niekorzystnie wpłynąć na stan higieniczny zbiornika, szczególnie w miejscach występowania dużych skupisk kamieni. Oczywiście proces jest powolny, ale jednak moim zdaniem jest.
Moim zdaniem i to obserwuje u siebie, narybek będący w oddzielnym akwarium będzie rósł szybciej i jest wówczas większa kontrola nad jego kondycją, stanem zdrowia. Narybek w akwarium ogólnym rośnie wolniej ponieważ zdobycie czegoś do karmienia jest bardziej utrudnione. Oczywiście jak dla mnie nie jest to problemem. W pierwszym przypadku młode ryby dostają karmę na "tacy", w drugim muszą sobie jej poszukać w różnych miejscach, a przy tym zawsze uważają na swoje otoczenie żyjąc w lekkim stresie. Takie obserwacja obecnie mam na przykładzie Pseudosimochromis curvifrons. U mnie maluszki zawsze trzymają się skał i tylko w razie niepokoju chowają się w szczelinach.
Co do samej inkubacji i donaszania ikry.
Samice gubią ikrę, a nie larwy czy narybek. Łatwo to sprawdzić która samica nie donasza. Wystarczy przez 5 pierwszych dni obserwować konkretną samicę i zobaczyć czy cały czas ma wypchany pyszczek. Po tych magicznych 5 dniach będziesz wiedział czy wszystko jest w porządku czy też nie. Moim zdaniem samice nie zatracają instynktu inkubacji i opieki tylko gubią ikrę z różnych powodów.Powodów gubienia ikry może być kilka, min. niedojrzałość tarlaków, stres, złe parametry wody. Szczególnie u młodych ryb, gdzie samiec zająć się tarłem skupia się na obronie terytorium. Samice nie muszą się uczyć opieki od innych samic ponieważ według mnie taki instynkt dała im natura, a z tego co się orientuję u ryb jako niższych zwierząt imprinting nie jest opisywany. Co innego u ptaków, ssaków.
Powodów znikania narybku tez może być kilka, min. inne dorosłe ryby lub np. stany chorobowe. W akwarium ogólnym trudno jest stwierdzić z którym czynnikiem mamy doczynienia. Ja ostatnio u siebie walczyłem np. z infekcją bakteryjną która powstała u narybku który pływał w osobnym akwarium. Ten fakt że był to narybek w oddzielnym zbiorniku pozwoliło mi na dość szybkie zareagowanie z lekami i problemu nie było. Wcześniej nie wiedząc co jest traciłem 50% lub więcej narybku. Teraz nie odławiam samic bo nie ma takiej potrzeby dlatego nie wiem co się z nim dzieje, a na pewno powoli znika, np. ostatnio S. diagramma. Ważne jest też karmienie inkubujących samic które pobierając pokarm pobierają go również dla narybku a to z kolei wpływa na kondycje młodych rybek. Sam sie przekonałem wielokrotnie że jest to bardzo ważny element inkubacji, nie tylko u trofeusów.
Słusznie zauważyłeś że końcowy efekt tarła jakim jest pojawienie się odpowiedniej ilości narybku ma swój początek w pierwszych dniach inkubacji. Czasami się zdarza że ilość ikry nie odpowiada ilości narybku. Ikra zapewne jest z jakiś przyczyn (np. nie zapłodnienie) redukowana przez samicę. Inną kwestią jest to że niektóre samice mogą mieć większa ikrę, ale jest jej mniej ale za to narybek jest większy po wypuszczeniu, a z drugiej strony ikra jest mniejsza, w większej ilości, a narybek jest wówczas mniejszy. Ciekawe zachowania można też obserwować u np. petrochormisów, ale to już temat na inne pyszczaki niż trofeusy. Taka jest właśnie Tanganika, pyszczak pyszczakowi nierównyWinkBig Grin i za to min. te gatunki z Tanganiki podziwiam i tak mnie wciągnęły. Trofeusy dość długo inkubują (ok. 28-30 dni), ale ten okres może być zmienny. W zależności np. od temperatury (niższa) lub czy samice inkubują w zbiorniku ogólnym ten okres się wydłuża, co zresztą widać po wyglądzie samicyWink.

Pisząc o tych dojrzałych samicach miałem na myśli, że nastawiając się na większą ilość narybku z hodowli większa ilość samic pozwoli taki stan utrzymać, ale według mnie traci się wówczas na ciekawych zachowaniach ryb, chodzi o funkcjonowanie stada, stałą rywalizacje samców o terytoria i samice. Takie obserwacje dostarczy nam zbiornik z większą ilością samców, a przy niektórych odmianach trofeusów może to być klucz do powodzenia hodowli. Mieszanka dojrzałych i niedojrzałych samic w jednym stadzie też nie jest dobra dla samego stada i rozrodu. Wówczas takie stado nie funkcjonuje w miarę spokojnie i zawsze jest jakaś nerwówka. Zawsze jest problem z tymi samicami niedojrzałymi czego dojrzałe samce nie lubiąWink
(23-07-2012 22:01 PM)piotrK napisał(a): [ -> ]......pisał on o odławianiu samicy z wypchaną mordką zawsze wspomina o: obniżeniu poziomu wody w akwarium, i delikatnym (!) nagonieniu samicy do plastikowego pojemnika. Wydaje mi się to zdecydowanie mniej "fizyczna" metoda, która niweluje skutki jakie musi powodować stres związany z wyławianiem ryby przy użyciu siatki. Nie wiem jednak, jak taka operacja wpłynęłaby na stado. Wydaje mi się jednak, że spowodowałaby mniej ambarasu niż niejedna, chaotyczna latanina z kasarkiem.

tak, jest to możliwe o ile nie ma kamieni w akwarium.
Ja staram się inkubujące samice łapać w nocy wcześniej oddzielając samice, a raczej część akwarium siatką ogrodniczą.
Piotrze wierz mi, jakbym miał tak odłapywać np. 5 samic to bym chyba dostał "fixum dyrdumWink". Na szczęście odłapuję samice jak muszę pod konkretne zamówienie.

Ufff, ale się rozpisałem. Przepraszam, zapomniałem się i za mocno nakręciłemBlush
Z jakiej konfiguracji - ilość samców / ilość samic / litraż zbiornika - byliście najbardziej zadowoleni? Czy jeszcze coś zmienilibyście w swoich najlepszych obsadach?
Jak się ma hodowla w jednym zbiorniku jednego gatunku do hodowli dwóch gatunków (przy założeniu, że łączna ilość ryb pozostaje zbliżona)?
Czy warto łączyć przedstawicieli rodzaju Tropheus z jakimikolwiek innymi gatunkami ryb z Tanganiki?

Czy stosowaliście jakieś niekonwencjonalne rozwiązania związane z zabudową zbiornika w celu podniesienia bezpieczeństwa młodych? Jaki jest optymalny sposób dostarczania narybkowi karmy? Co jaki czas odławialiście młode? W jakim były przedziale wzrostowym? Ile orientacyjnie ich było? Od czego głównie zależała ich ilość? Do jakiego litrażu/-ów je przenosiliście?

Jak dorosłe stado znosiło chwilowy demontaż zabudowy dna zbiornika? Czy były jakieś negatywne skutki w postaci np.: czasowego braku tareł, niekorzystnej zmiany hierarchii w grupie, chorób wynikających ze stresu?
(23-07-2012 22:32 PM)dator napisał(a): [ -> ]Z jakiej konfiguracji - ilość samców / ilość samic / litraż zbiornika - byliście najbardziej zadowoleni? Czy jeszcze coś zmienilibyście w swoich najlepszych obsadach?
Jak się ma hodowla w jednym zbiorniku jednego gatunku do hodowli dwóch gatunków (przy założeniu, że łączną ilość ryb pozostaje zbliżona)?
Czy warto łączyć przedstawicieli rodzaju Tropheus z jakimikolwiek innymi gatunkami ryb z Tanganiki?

Czy stosowaliście jakieś niekonwencjonalne rozwiązania związane z zabudową zbiornika w celu podniesienia bezpieczeństwa młodych? Jaki jest optymalny sposób dostarczania narybkowi karmy? Co jaki czas odławialiście młode? W jakim były przedziale wzrostowym? Ile orientacyjnie ich było? Od czego głównie zależała ich ilość? Do jakiego litrażu/-ów je przenosiliście?

Jak dorosłe stado znosiło chwilowy demontaż zabudowy dna zbiornika? Czy były jakieś negatywne skutki w postaci np.: czasowego braku tareł, niekorzystnej zmiany hierarchii w grupie, chorób wynikających ze stresu?

ale Darku prowokujesz, jeszcze mi klawiatura nie ostygła a tu bach, kolejne tematyWink

Ja preferuję obsady w układach 1:2 lub 1:3. W przypadku bardzo agresywnych gatunków/odmian trofeusów 1:1 przy większej ilości osobników w stadzie, np. 25-30 sztuk lub więcej bo lepiejWink.

Wydaje mi się że najlepiej hoduje się trofeusy w akwariach jednogatunkowych/jednoodmianowych, ale w większej ilości osobników. Ale w przypadku zbiorników dekoracyjnych akwaryści łączą przynajmniej dwa gatunki w jednym akwarium. Czasami zdarza się że nawet są i 3 gatunki, ale to już musi być konkretny zbiornik.

Jeżeli chodzi o łączenie trofeusów z innym gatunkami ryb. Patrząc od strony typowo hodowlanej ja bym unikał takich połączeń, ale od strony dekoracyjnej można połączyć z innymi gatunkami, ale ja jedna chyba wybrałbym połączenie jak już z innym trofeusem. Jest niewiele gatunków które można połączyć z trofeusami. Spokojnie można policzyć je na palcach jednej ręki. Dlatego jak już to tylko akwarium jednogatunkoweWink

Jeżeli chodzi o jakieś sposoby "ochrony" narybku w akwarium ogólnym. Ja stosuję typowe, sterty drobniejszych kamieni umieszczone w miarę spokojniejszych miejscach. Jest problem z utrzymaniem czystości w tych strefach. Czasami stosowałem cegły dziurawki i szkielety koralowców, ale odchodzę od tego. Narybku nie odławiam w ogólnym, chyba że podrośnie do takich rozmiarów i będzie go taka ilość że może to wpłynąć znacząco na obciążenia systemu filtracyjnego wtedy odłapuję. Oczywiście jest to bardzo trudne i uciążliwe w większych zbiornikach, tak samo dla mnie jak i dla całej obsady w zbiorniku. Takie zabiegi robię bardzo rzadko.

Złotą zasadą miłośników trofeusów jest myśl: "trofeusy nie lubią zmianExclamation". Każda ingerencja w zbiornik, czy to łapiemy ryby czy też zmieniamy wystrój powoduje stres u ryb, a to z kolei powoduje problemy zdrowotne które w pierwszej kolejności objawiają się problemami jelitowymi i jest to związane z budową trofeusów i ich trawieniem. Ryby silne z bardzo dobrym układem odpornościowym powinny sobie poradzić z chwilowymi "zmianami" w otoczeniu, osobniki słabsze na pewno sobie nie poradzą i to one pierwsze zaczynają chorować. Należy pamiętać że trofeusy nawet bez naszego mieszania w akwarium, w codziennym swoim życiu mają cały czas czynnik stresu związany z walką o dominację w stadzie, podczas rozrodu oraz i codzienne potyczki miedzy osobnikami w grupie. Dlatego należy ograniczyć ten stres do minimum, min. poprzez unikani "grzebania" w akwarium. Planując obsadę i urządzenie zbiornika z trofeusami należy tak zaplanować każdy szczegół żeby już później nie mieszać.
Stron: 1 2 3
Przekierowanie